Chce mi się płakać... Jest rano nie zmrużyłam oka...
Czuje się zagubiona, nie wiem co mam ze sobą zrobić... Z jednej strony wiem, że jednak muszę trwać w tej sytuacji, a z drugiej strony chciałabym skonczyć to wszystko. Może nie skończyć, ale powrócić do tego co było kiedyś... Do kogoś kto mówił: "Czy nie wierzysz w drugie szanse", wtedy nie wierzyłam, a teraz już sama nie wiem.
Co więcej spadło na mnie ostatnio tyle różnych "okropnych" spraw, z którymi nie potrafię sobie poradzić... Czuje się, jakby ktoś nagle na mnie zrzucił ogromny głaz/meteoryt, z pod którego nie potrafie się wydostać i który zorbił ogromny zamęt. [Pewnie i tak nikt tego nie przeczyta, ale i tak jest mi lepiej, bo czuje, że mi troszeczkę ulżyło - może przez to, że powiedziałam to... w końcu...]